Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/178

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


rza, który popasając koniom w poblizkiem miasteczku, przyszedł piechotą, bawić swoją zręcznością, zgromadzonych w Topolówce gości.
Zasiedli wszyscy na ganku, przyniesiono duży stół; zaczął wędrujący sztukmistrz rozpakowywać swoje narzędzia, w czerwoną kratkowaną zawiązane chustkę, a pilnie się w niego wpatrująca Zofia, łatwo w nim poznała przebranego i umalowanego żokieta Adolfa, którego czarna peruka i żydowska mowa, zupełnie w oczach Pani Sławińskiej przeistoczyły. Porozkładał on swe blaszane kubki, liczne skrzyneczki i pudełka. Otoczyli niezwłocznie stół w amfiteatr pomimowolnie się mieszcząc dzieci, i domowi, a opodal z otwartemi ustami, i dalej od nich, ucieszeni i zachwyceni wieśniacy.
Wkrótce dany sztukmistrzowi na jego żądanie przez Zofią pierścionek, do kieszeni schowany, znalazł się pod kubkiem w różowej pachnącej kopertce, którą Zofia po wydobyciu z niej pierścionka, jak z niechcenia w ręku zgniótłszy, do woreczka schowała; gdy tymczasem Delfina przy okazanej nowej z kart sztuce; badała kuglarza, czy nie umie ciągnąć