Strona:Elżbieta Jaraczewska - Powieści narodowe 01.djvu/173

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


w Topolówce. Coraz się z Emilią lepiej poznawali i rozumieli; wszystko dla nich nieznany wdzięk przybierało, i tysiąc nowych we wszystkiem co ich otaczało, niepostrzeżonych dotąd, odkrywali przyjemności. Czarowny albowiem urok niewinnej i pierwszej miłości, jak słońce pierwszy raz wschodzące w krainie dotąd w ciemności pogrążonej, wszystkiemu w jednym momencie światło i życie nadaje.
Nieznająca jednak miłości Emilia, mniemała iż jak brata tylko kocha Władysława, o Zofji mu atoli, widząc, iż go ta rozmowa mięsza, rzadko spominała; sądziła nawet z prostotą, że czeka przybycia matki, dla oświadczenia się razem o nią obojgu rodzicom. Władysław w istocie czekał tej chwili, dla otrzymania nie Zofji, ale swojej Emilji ręki. Pan Sławiński lubo sobie mocno życzył żeby taki uczynił wybór, nie śmiał przecież być pewnym uiszczenia najdroższej swojej nadziei. Siostra zaś jego, bieglejsza jako kobieta, w takowym gatunku spostrzeżeń, już nie wątpiła o szczęściu ulubionego dziecka.
Przyjechała wkrótce i Pani Sławińska, daleko prędzej niż się spodziewano. Przybycie jej