Strona:Edward Słoński - Wiśniowy sad.djvu/153

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


MAJ OKRUTNY

Maj okrutny z białemi nocami
z wołającem pukaniem u wrót,
mgła błękitna, jak dym, za plecami,
a przed nami wymarzony cud,
wiecznie zmięte róże nad gorsami,
w zwarjowanych oczach tar i chłód...
— Zbudź się, bracie! Osłoń mnie przed snami,
przed trucizną moich własnych złud.