Strona:Edward Boyé - Sandał skrzydlaty.djvu/49

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Przedwiośnie

Nacinam na drzewach korę
I czekam wiosny...
Noce są blado błękitne,
A świty purpurowe.

...Jeszcze nic wokół nie kwitnie,
A już czasami wiatr polny
Uderza w sady nadzieją,
Dalekich woni...

Sady się wówczas płomienią:
Jabłonie, grusze, czereśnie,
Przeszyte złocistym grotem,
Pachnącym sokiem nabrzmiałe...

...Zawcześnie, zawcześnie, zawcześnie
Nacinam jabłonki białe,
Chcąc odkryć spragnionym oczom
Tajemne, odżywcze tętno!

Jak te misterjum czarowne,
Mocą nieznaną a świętą,
Jak te przedwiośnie w ogrodach,
Tyś się w mem sercu ukryła...

...Noce mi schodzą na myśli
O złotych, złotych niewodach,
Któremi łowi się gwiazdy,
Gwiazdy na chwałę kochania!

Sad, drzewa, wiatry pachnące,
Olśnienia i niepokoje