Strona:Edward Boyé - Sandał skrzydlaty.djvu/50

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wszystko się chwieje i słania,
Wszystko omdlewa i drży...

Czasami budzę się z krzykiem,
Gdy wiatr otworzy drzwi.
I patrzę, patrzę, czy we drzwiach,
Prócz woni staniesz i ty!

Smutne, niezmiernie smutne
Jest te czekanie przez łzy!
— — — — — — — — —
Po polach chodzi przedwiośnie,
W sukience z niebieskiej mgły!