Strona:Edgar Allan Poe - Nowelle (tłum. Beaupré).djvu/61

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


słońca, spełnijmy te puhary na cześć promieni słonecznych, których blask usiłują zaćmić napróżno promienie świec i dymiących kadzielnic.
To mówiąc, wychylił olbrzymi puhar napełniony winem, a potem drugi jeszcze i trzeci.
— Śnić, marzyć — mówił, powracając do dawnego lekkiego tonu — było jedynem zatrudnieniem mego życia. Dlatego stworzyłem sobie dom ten, tu w sercu Wenecyi. Nieprawdaż, co za mieszanina różnorodnych przejawów piękna? Przedpotopowe wykopaliska zdają się urągać egipskim i jońskim sfinksom, spoczywających na wschodnich kobiercach, a przecież tchórzliwa tylko wyobraźnia zlęknie się tego chaosu. Ludzie zrobili sobie z czasu i miejsca rodzaj straszydła, które zohydza im wszelkie pojęcie wzniosłości Duch mój, na kształt tych zdobnych arabeskami kadzielnic, trawi się w ogniu i gorączce doczesnego bytu, dojrzewając do innych straszliwszych wizyi, czekających nas w kraju, gdzie się już sny rzeczywistością stają. Tu zamilkł nagle i zdawał się znów nasłuchiwać, a potem szepnął zaledwie dosłyszalnym głosem, te słowa biskupa Chichester.
»O! czekaj na mnie, spotkasz mnie niebawem. W głuchej krainie pośród błędnych cieni«.
Rzekłszy to, wyprostował się, a potem opadł na otomanę, jak gdyby snem zmorzony. Musiał to być oczywiście skutek wina, które wypił w tak nadmiernej ilości. Jednocześnie prawie usłyszałem szybkie kroki na schodach,