Strona:Edgar Allan Poe - Nowelle (tłum. Beaupré).djvu/59

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Lecz nad przeszłości falą smętną
Duch mój bezwładnie tkwi rozpięty,
Wpatrzony w toń zatoki mętną
Bezmowny, martwy, bólem zajęty.

Zgasła mi jasna światłość żywa
I nigdy, nigdy, nigdy już!
(Słowo to uroczyście wzywa
Zalewną falą na brzeg mórz).
Nigdy już pień rozdarty gromem
Młodości wiosną nie odkwitnie,
Ni orzeł ranny nad skał złomem
Do lotu się nie zerwie szczytnie.

Więc, gdy mi wszystkie dni pobladły,
Pytam w noc każdą mgieł roztoczy
Gdzie? i na jakim cichym brzegu?
Płoną dziś twoje czarne oczy.
Gdzie? i na jakim świata krańcu?
Nad jakich sennych wód topielą?
Śnieżne się twoje stopy bielą
Rozchwiane w eterycznym tańcu.

Wiersz ten napisany był w angielskiej mowie, co mnie bynajmniej nie ździwiło, zastanowiła mnie raczej data i miejsce. Wiersz datowany był w Londynie. Pamiętałem przecież dokładnie, że, gdy w czasie dawniejszych naszych rozmów zapytywałem mego przyjaciela, czy nie spotkał tam Marchezy Afrodite, która jeszcze przed zamęźciem swojem spędziła w stolicy Anglii lat kilka, odpowiedział mi na to, że w mieście tem nigdy nie był. Nie wiem też, dlaczego przyszły mi na myśl pogłoski, wedle których autor wiersza