Strona:Edgar Allan Poe - Nowelle (tłum. Beaupré).djvu/56

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


podobnych skarbów. To też chronię je usilnie od sprofanowania i prócz mnie i mego kamerdynera, nikt niema wstępu do królewskiego tego przybytku. — Skłoniłem się w milczeniu, bo nadzwyczajne wrażenie jakie wywarła na mnie zadziwiająca komnata, a także ekscentryczne zachowanie się przyjaciela mego, odurzyły mnie tak dalece, że nie byłem w stanie wymówić słowa i wyrazić podziwu mego, najbłahszym nawet komplementem.
On zaś ujął mnie pod ramię i oprowadzał po swej komnacie, pokazując mi ją szczegółowo.
— Masz tu pan malarstwo od czasów greckich do Cimabue i od Cimabue do naszych czasów. Dobierałem te obrazy, nie wiele mając względu na cnotliwą ich treść, są przecież one godną ozdobą, takiej jak ta komnaty. Tu mam, jak pan widzisz, parę arcydzieł stworzonych przez nieznane światu wielkości, a tu parę niewykończonych szkiców artystów, którzy byli sławni za życia, lecz których imiona przeoczone przez nasze bystrookie akademie, pozostawione zostały zapomnieniu i... mnie. Co pan powiesz np. o tej madonnie Della Pieta?
Gwido! to oryginał Gwida — zawołałem z zachwytem, gdyż odrazu zauważyłem niezrównany czar tego arcydzieła. — Wszak obraz ten jest dla malarstwa tein czem była Wenus dla rzeźby greckiej.
— Wenus? — rzekł cicho i z namysłem — Piękna Wenus? Może Wenus Medycejska z tą swoją małą główką i złotemi włosami?