Strona:Edgar Allan Poe - Nowelle (tłum. Beaupré).djvu/48

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Noc Wenecka.

I znów stajesz przedemną dziwny, tajemnic pełen duchu[1]. O ty! strawiony palącym żarem własnej fantazyi, zniszczony bijącym ogniem płomiennej twej młodości. Widzę cię znów przed sobą, nie takim, jakim błądzisz dziś w chłodnej dolinie cieniów, lecz takim, jakim byłeś niegdyś tam, w owem mieście o zamglonem obliczu, gdzie trwoniłeś rozrzutnie życie swe, w przepychu wyśnionych marzeń. — Tam, w Wenecyi twojej, w tem od gwiazd ukochanem elizium mórz, gdzie okna wysokich pałaców topią gorzkie i pełne znaczącej głębi wejrzenia w toń milczących wód. Tak! widzę cię znów przed sobą, bo przecież jest gdzieś świat inny, niż ten nasz ziemski i myśli inne od powszednich myśli tłumu i mądrość różna od uczonych sofizmatów, wylęgłych w mózgach filozofów. I któżby obwiniał cię o życie twoje? Któżby cię winił o te długie godziny, w których pozostawałeś dalekim i odwróconym od świata? Któżby śmiał wreszcie twierdzić, że wyśniony byt twój przestał istnieć na zawsze?


∗             ∗

Człowieka tego spotkałem poraz trzeci czy czwarty, w Wenecyi, pod kamiennem skle-

  1. Poeta ma tu na myśli Byrona.