Strona:Edgar Allan Poe - Nowelle (tłum. Beaupré).djvu/12

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Stany Zjednoczone, to olbrzym dziecinny tchnący zazdrością ku staremu lądowi, to parweniusz historyczny, wierzący naiwnie w wszechpotęgę przemysłu, którą to bronią spodziewa się jak i niektórzy wśród nas, samego szatana pokonać. Czas i pieniądz są tam wszystkiem, a praca około dobrobytu materyalnego, doprowadzona do najwyższej przesady, podniesiona do znaczenia manii narodowej, zostawia ludziom bardzo niewiele czasu na zajmowanie się rzeczami poza ziemskiemi. Poe, człowiek dobrej rasy, oburzał się na amerykańskie upodobania do rzeczy kosztownych i zbytkownych, uważając je za objaw złego smaku. Postęp zaś, ów ideał nowożytny, nazywał zacietrzewieniem ptasich mózgów. Z tego rodzaju przekonaniami musiał on też być dziwnie osamotnionym duchem, wśród tego zakochanego w sobie społeczeństwa, a jego wiara w rzeczy niewzruszone, wieczyste, jego wielki, zdrowy rozsądek, ten, co zdaniem Machiawela, kroczyć powinien przed mędrcem na kształt kolumny ognistej, były to bolesne przywileje, które mu tylko szkodę przyniosły. Dodajmy do tego jego nieomylne, doskonałe przeczucie prawdy, istne w pewnych okolicznościach kalectwo, jego wyrafinowaną wytworność, dla której każda fałszywa nuta istną była torturą, jego niesłychane poczucie smaku, wrażliwe na najlżejsze uchybienie przeciw harmonii, jego zamiłowanie piękna, doprowadzone do rozmiarów chorobliwej prawie namiętności, a pojmiemy łatwo, że dla takiego człowieka musiało się stać życie piekielnem