Strona:Edgar Allan Poe - Morderstwo na rue Morgue.djvu/47

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Skocz do: nawigacja, szukaj
Ta strona została przepisana.


chwil ciepłych, wilgotnych i mglistych, w których wiatr południowy zmiękcza i zwalnia z napięcia nerwy, jak struny instrumentu, a oczy napełniają się łzami, które nie idą z serca — halucynacyi z początku jeszcze otoczonej niedowierzaniem, potem pewnej i rozumującej jak książka — absurdu sadowiącego się w inteligencyi i sterującego nią ze straszliwą logiką — histeryi przywłaszczającej sobie miejsce woli — sprzeczności dzielącej umysły i nerwy człowieka rozstrojonego, aż do wyrażenia cierpienia śmiechem. Analizuje rzeczy najmniej uchwytne, waży to, co się nie da odważyć, opisując w sposób szczegółowy i ścisły, którego działanie straszliwe, całą tę sferę fantazyjną, jaka unosi się wokół człowieka nerwowego i wiedzie go ku złemu.
Zapał, z jakim chwyta się on tego, co groteskowe i straszne przez miłość ku temu, co groteskowe i straszliwe, świadczy mi o szczerości jego dzieła i o zgodzie człowieka z poetą. U wielu ludzi zapał ten bywał wynikiem rozlewnej, wolnej energii żywotnej, niekiedy zaciekłej czystości, a także tłumionej głębokiej wrażliwości. Nadziemska rozkosz, jakiej człowiek doznaje na widok płynącej własnej krwi, ruchy nagle, gwałtowne, bezcelowe, krzyk wyrzucony w powietrze a nie wywołany żadnym rozkazem umysłu, — wszystko są to zjawiska należące do tego samego rzędu.
Wśród tej literatury o powietrzu rozrzedzonem