Strona:Edgar Allan Poe - Kruk. Wybór poezyi.djvu/62

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

miłość, miłość gorąca zapłonęła w sercach naszych dając nam tyle szczęścia w pierwszej chwili swego powstania, nawet wówczas przekonaliśmy się rychło, że złudzeniem jest radość nasza i mniemanie, że szczęście nasze wzrośnie wraz z rosnącą miłością. Miłość rosła, ale z nią i trwoga przed fatalną godziną, która musiała nadejść, by nas rozłączyć na zawsze. To też kochanie stało się nam z czasem bolem tylko, a nienawiść sama byłaby nam raczej ulgą i miłosierdziem.
Monos: Nie mów o tych smutnych rzeczach Uno moja! moja już teraz na zawsze.
Una: Cóż zwiększyć może bardziej radość obecną nad wspomnienie ubiegłych smutków. Chciałabym też mówić długo, długo o rzeczach, których już niema. Przedewszystkiem zaś pragnęłabym poznać zdarzenia, które towarzyszyły podróży twej po przez cień i czarną dolinę.
Monos: I kiedyż to promienna Una, prosiła o coś napróżno swego Monosa? Opowiem ci wszystko dokładnie, ale od jakiej chwili chcesz bym rozpoczął tajemnicze to opowiadanie?
Una: Od jakiej chwili?
Monos: Tak, od jakiej chwili?
Una: Rozumiem cię mój Monosie. Śmierć dopiero nauczyła nas, jak dalece człowiek skłonnym był dawniej do określania rzeczy, które się określić nie dadzą. Nie powiem ci więc. „Zacznij od chwili, w której ustało w tobie życie“ lecz prosić cię będę po-