Strona:Edgar Allan Poe - Kruk. Wybór poezyi.djvu/39

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

dowanie, ale smutek przyćmił jej twarz, gdy wstąpiła w sferę ciemności. Sunęła tak zwolna dokoła wyspy, aż powróciła do miejsca jasnego. Obrót, jakiego dokonała wieszczka, marzyłem znów, jest zapewne jak gdyby krótkim rokiem jej życia. Przebyła zimę i lato i zbliżyła się już rokiem do śmierci, bo zauważyłem dobrze, że w chwili gdy przebywała ciemności, czarny cień oderwał się od niej i zapadł w czarną falę, która pochłonąwszy go stała się jeszcze czarniejszą. I znów ukazała się wieszczka na swem czółenku, ale w postaci jej było już mniej elastycznej pogody, a przebijały się w niej troska i niepewność. Płynęła tak od światła do ciemności, która pogłębiała się z każdą chwilą i znów cień czarny oderwał się od jej postaci i osunął się w hebanowe fale, pochłonięty przez czarne ich odmęty. I kilka razy jeszcze wieszczka opłynęła wyspę, przy zapadającem coraz to niżej słońcu, a za każdem wynurzeniem się jej na światło, postać jej wyrażała coraz to większe przygnębienie, a sylwetka jej stawała się coraz to bardziej nikłą, wątłą, mglistą i niewyraźną. Aż w końcu słońce zgasło zupełnie, a wieszczka stała się już własnym tylko cieniem i w postawie wyrażającej żal nieutulony, zanurzyła się wraz ze swem czółnem w hebanową toń strumienia. Czy wynurzyła się kiedy z toni? Niewiem, bo ciemność ogarnęła wszystko i nie mogłem więcej dostrzedz czarodziejskiej jej postaci.