Strona:Edgar Allan Poe - Kruk. Wybór poezyi.djvu/38

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

braźnię, gubić się zacząłem w niespokojnych marzeniach. „Jeżeli są na świecie wyspy zaczarowane, mówiłem sobie w duchu, to niewątpliwie ta musi być jedną z nich. Musi to być siedlisko jakich wdzięcznych wieszczek, które przeżyły zagładę swego plemienia. Tu zbierają się one zapewne, a zielone te kopce, to może ich mogiły. Czy też słodkie ich istnienia kończą się w podobny sposób, jak życie ludzi, lub też śmierć ich jest tylko rodzajem smętnego zanikania. A może oddają życie Bogu, stopniowo, wyczerpując zwolna swą istność, podobnie jak te odrywające się cienie drzew, które woda chłonie, stając się coraz czarniejszą. W takim razie życie wieszczek, byłoby tem dla śmierci, czem owe cienie są dla fali strumienia“. Podczas, gdy marzyłem tak z oczyma nawpół przymkniętemi, słońce zniżało się szybko do swego łożyska, a wodne prądy obiegające wyspę, niosły na fali białe, świetlne łuski, pochodzące z kory oderwanej od pnia nadbrzeżnych jaworów. Łuski te przybierały w czasie swej wodnej wędrówki tak rozmaitą postać, że przy odrobinie wyobraźni można je było wziąść za jakibądź inny przedmiot. I naraz zdało mi się, że z oświeconego zachodniego krańca wyspy, wyłoniła się jedna z owych wieszczek o których marzyłem i płynęła zwolna ku ciemnościom. Stała wyprostowana na wątłej swej łódce, poruszając marą wiosła. Dopóki znajdowała się pod wpływem promieni słonecznych, cała jej postać wyrażała rozra-