Strona:Edgar Allan Poe - Kruk. Wybór poezyi.djvu/21

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


księżyc żywszą zabłysnął czerwienią, spojrzałem znów na skałę i dojrzałem wyraźnie wypisane słowo: Osmucenie.
Spojrzałem raz jeszcze w górę i na szczycie skały dojrzałem postać ludzką... Ukryłem się więc między nenufary i śledzić począłem ruchy siedzącego na szczycie kamiennym człowieka.
Postawę miał wyniosłą i wspaniałą, a od ramion po stopy owinięty był w starożytną rzymską togę. Kontury postaci jego rysowały się niewyraźnie, a jednak widać było, że rysy jego twarzy są boskie, gdyż pomimo płaszcza nocy, mgły, rosy i księżyca, rysy te promieniały jak rysy bóstwa. Czoło miał wysokie i myślące, wejrzenie troską zmącone, a w zmarszczkach twarzy jego czytałem legendę: smutku, nudy, znużenia życiem i wielkie pragnienie samotności.
I człowiek usiadł na skale, a oparłszy głowę na ręku objął wzrokiem krainę Osmucenia.
Spojrzał na wiecznie niespokojne podleśne drzewiny i na niebotyczne drzew wielkich wierzchołki i na niebo szelestów pełne i na księżyc szkarłatny, ja zaś ukryty wśród nenufarów śledziłem jego ruchy i widziałem, że drży w samotności; noc zapadała coraz głębsza, a człowiek siedział na skale.
Odwrócił oczy od nieba i wzrok swój skierował na ponurą rzekę Zairę, na żółte posępne jej wody na blade nenufarów legiony.
Ukryty wśród nenufarów śledziłem jego ruchy