Strona:Edgar Allan Poe - Kruk. Wybór poezyi.djvu/20

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I olbrzymie niebotyczne drzewa kołyszą się wciąż na obie strony z potężnym grzmiącym łoskotem, a z wyniosłych ich szczytów sączy się kropla po kropli rosa wilgotna. U stóp ich wiją się w snach gorączkowych dziwne jadowite kwiaty.
Wierzchołkami płyną szare chmury bez końca wciąż na zachód, spływając na kształt katarakty po ognistej horyzontu ścianie.
I żaden wicher nie wieje, a nad brzegami rzeki Zairy niema ciszy ani spokoju..
Noc była i deszcz padał, a krople jego póki spływały wyglądały jak krople wody, dopiero gdy na ziemię upadły widać było że to krew.
Stałem pośród bagnistego pustkowia gdzie rosły nenufary, deszcz padał mi na głowę, a nenufary wzdychały ku sobie w uroczystem osmuceniu.
Aż nagle ukazał się księżyc przysłonięty lekką tkaniną żałobnej chmury i przyświecał barwą ognistej purpury.
Wówczas wejrzenie moje padło na wysoką szarawą skałę wznoszącą się nad brzegiem rzeki, oświeconą szkarłatnym blaskiem księżyca, a skała to była szara, posępna, bardzo wysoka, a skała ta barwę miała szarawą. Na kamiennym jej szczycie dostrzegłem wyryte litery. Po przez nenufary zbliżać się zacząłem do brzegu, aby się owym znakom w kamieniu wyżłobionym przypatrzyć, lecz odczytać ich niemogłem. Miałem już powracać między nenufary, gdy nagle