Strona:E. T. A. Hoffmann - Powieści fantastyczne 02.djvu/187

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wykładasz początki filozofii. Daj temu pokój.
Zresztą, okazało się rzeczą pewną: że optyk Coppola nic niema wspólnego z adwokatem Koppeliusem. Właśnie uczęszczam na wykład fizyki sławnego Spallanzaniego, będącego jak wiesz, Włochem. Koppelius zaś był Niemcem.
Bądź co bądź, nie uspokoiłem się jeszcze w zupełności. Miejcie mię sobie za co chcecie, ale nie podobna mi pozbyć się na zawołanie wrażenia, jakiego doznałem na widok tego przeklętego Coppoli. Szczęściem, że się już wyniósł z miasta; wiem to od Spallanzaniego.
Ten Spallanzani, to także dziwna figura. Niewielkiego wzrostu, szczupły, z wystającemi kośćmi policzkowemi, cienkim nosem, obwisłemi usty, przeszywającym wzrokiem. Zresztą, jeśli chcesz mieć dokładniejsze jeszcze o nim pojęcie, wyszukaj sobie w berlińskim almanachu portret Cagliostra, rytowany przez Chodowieckiego. Powiadam ci, to żywy portret Spallanzaniego.
Niedawno, idąc po schodach, spostrzegłem w jednem z okien jego mieszkania nieco uchyloną firankę. Sam nie wiem