Strona:E. T. A. Hoffmann - Powieści fantastyczne 02.djvu/185

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


poddaje, równie nas w niebo wynieść jak i do piekła zaprowadzić może. Poznasz z tego, drogi Nathanaelu, jakeśmy tu pracowicie o tem wszystkiem rozprawiali z Lotarem. Zasady naszej teoryi wydają mi się warte twego zastanowienia. Nie ze wszystkiem rozumiem to, co z objaśnień Lotara spisałam w końcu: czuję jednak, że i w tem tkwi prawda głęboka. Proszę cię na wszystko, nie myśl więcej o tym brzydkim adwokacie, ani o tym wędrownym optyku. Upewniam cię, że najmniejszej władzy mieć nad tobą nie mogą. Jedynie wiara twoja w ich potęgę może ich zrobić prawdziwie niebezpiecznymi. Doprawdy, gdyby nie zasmucający ton twojego listu, oraz współczucie dla twego strapienia, czułabym się zdolną pożartować sobie z tego adwokata-człowieka z piasku i zarazem wędrownego przekupnia. Dobrej myśli, wesołości, mój panie. Ułożyłam sobie, że ci będę Aniołem-stróżem, i, że koniecznie wyśmieję z twojej wyobraźni tego brzydasa Coppolę czy Koppeliusa. Upewniam cię, że się go nie boję ani trochę, a nawet nic sobie nie robię z jego rąk guzowatych. Nie dam mu ani moich konfitur, jeśli zechce być adwo-