Strona:E. T. A. Hoffmann - Powieści fantastyczne 02.djvu/178

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


rozległ się wśród ciszy huk niesłychany, jakby wybuch rozerwanego działa. Zatrząsł się dom cały. W tejże chwili, przeszedł ktoś z łoskotem wzdłuż korytarza, zbiegł ze schodów i niebawem trzaśnięto drzwiami, wychodzącemi na ulicę.
— To Koppelius! — zawołałem przejęty zgrozą i wyskoczyłem z łóżka.
W tejże chwili usłyszałem rozdzierające krzyki rozpaczy. Poskoczyłem do pokoju mojego ojca, od którego drzwi zastałem otwarte. Wychodził stamtąd dym duszący.
— Ach! nasz pan! nasz dobry pan! — wołała służąca.
Tuż przed dymiącem ogniskiem, na podłodze, leżał trupem mój ojciec, mając twarz całą czarną i popaloną okrutnie. Wokoło niego płakały małe siostry i matka zemdlała.
— Koppeliusie! przeklęty szatanie! toś ty mi zabił ojca! — wołałem i straciłem przytomność.
Kiedy w dwa dni potem, złożono ojca w trumnie, rysy jego odzyskały dawną słodycz i pogodę. To mi było niemałą po-