Strona:E. T. A. Hoffmann - Powieści fantastyczne 02.djvu/157

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Benjamin wykonał tę robotę ze zręcznością, która dowodziła wielkiego doświadczenia, i w miarę jak obrzynał dukat, obrzeże stawało się piękniejszem i świetniejszem.
Manasse, który dotąd stał nieruchomy, rzucił się z okiem rozpłomienionem ku swemu siostrzanowi i zawołał z uniesieniem:
— Co widzę? To moja maszynka! Ten pilnik jest mój, mój! To narzędzie czarnoksięskie, za które swoją duszę sprzedałem dyabłu trzysta lat temu.
Chciał wyrwać pilnik z rąk swego siostrzana, ale ten go odepchnął, mówiąc:
— Idź precz, stary szaleńcze! Ja ją znalazłem, należy do mnie!
I bronił pilnika jak lwica broni swych małych, gdy Manasse, zgrzytając zębami, pieniąc się gniewem, rzucał na niego coraz okropniejsze przekleństwa. Wreszcie Benjamin, ująwszy silną ręką swego wuja, wyrzucił go za drzwi, poczem siadł przy małym stoliku obok sekretarza i zaczął gorliwie obrzynać dukaty.
— Otośmy nakoniec wyzwoleni od tego okropnego człowieka, starego Manasse —