Strona:E. T. A. Hoffmann - Powieści fantastyczne 02.djvu/11

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


sprowadziłeś do mego domu, bo ty wszystko wiesz, a nie uprzedziłeś mnie o niczem.
— Dowiesz się wszystkiego tego, co wiem sam — odparł jej spokojnym głosem starzec.
— Ach, ach! ty może nie wiesz wszystkiego, — odpowiedziała z trwogą — nie byłeś teraz w pokoju. W chwili, gdy przeorysza odjechała, młoda kobieta, czując się zapewne zbyt skrępowana ciężkiem odzieniem, podniosła długą zasłonę, co ją okrywa od stóp do głów — i cóżem ja zobaczyła?
— A zatem cóżeś zobaczyła? — rzekł starzec do swej żony, która, drżąc, patrzyła się naokół, jakby dostrzegła widmo.
— Nie, — zawołała staruszka — nie mogłam rozpoznać rysów jej twarzy pod zasłoną; ale bladość, straszliwa, trupia bladość uderzyła mię i mówię ci, jasnem jest dla mnie, jasnem jak dzień, że ta dama jest w ciąży, i że za parę tygodni...
— O tem wiem, moja kobieto — rzekł burmistrz markotnie; i abyś nie stała się ofiarą niepokoju i ciekawości — dowiedz się w dwóch słowach, o co tu idzie. Książę Z..., nasz potężny opiekun, pisał mi przed kilku tygodniami, że przeorysza kla-