Strona:E. T. A. Hoffmann - Powieści fantastyczne 01.djvu/79

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


sób, w jaki mówiła Adelajda o baronowej, zdał mi się niegodnym, a szczególnie wzmianka o naszem porozumieniu się. Kiedy wszedłem z Adelajdą do pokoju, ciche: „ach“ wyrwało się Serafinie; postąpiła ku mnie trzy, czy cztery kroki, potem jakby opamiętawszy się, stanęła na środku pokoju; odważyłem się ująć jej rękę i do ust przycisnąć. Baronowa nie cofając ręki, mówiła:
— Mój Boże, czy to pańskie powołanie mierzyć się z wilkami? Czy pan nie wiesz o tem, że bajeczne czasy Orfeuszów, Amfionów już dawno minęły? dzikie bestye nie znają dziś najmniejszego uszanowania dla najznakomitszego artysty!
Ten piękny zwrot, którym baronowa pokryła żywe współczucie dla mnie i opaczne jego tłomaczenie, przywrócił mi przytomność umysłu, zapanowałem nad sobą. Sam już nie wiem, jak się to stało, że nie usiadłem, jak zwykle, przy fortepianie, ale zająłem miejsce na kanapie obok baronowej. Słowami: „I jakże się pan wydobył z niebezpieczeństwa?“ — zawiązała się jakby umowa, że na dziś nie muzyką, ale rozmową się zajmiemy. Gdy opowiedziałem mój wypadek w lesie, i wspomnia-