Strona:E. T. A. Hoffmann - Powieści fantastyczne 01.djvu/77

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


cyuszowstwa zniknęły. Zdało mi się, że nabyłem prawa starać się o względy baronowej. Któż nie wie, do jak niestatecznych marzeń zdolna jest fantazya zakochanego młodzieńca? Na zamku, przed kominem, przy dymiącej wazie ponczu, zastałem bohatera dnia tego, gdyż oprócz mnie, tylko baron jeden powalił ogromnego wilka, inni zaś, zwalając swoje pudła na niepogodę i ciemność, poprzestali na opowiedzeniu strasznych historyi, o doświadczonem niegdyś na polowaniu szczęściu, lub przebytych niebezpieczeństwach. Spodziewałem się, że dziadek mnie pochwali i podziwiać będzie, w tej nadziei opowiedziałem mu cały wypadek dosyć szeroko, nie zapomniawszy jaskrawemi odmalować barwami krwiożerczego spojrzenia dzikiej bestyi. Staruszek tymczasem roześmiał mi się w nos i rzekł:
— Bóg potężny czuwa nad słabymi.
Znużony piciem i towarzystwem, gdy sunąłem przez korytarz do sali sądowej, ujrzałem przed sobą jakąś postać, która przemknęła ze światłem w ręku. Wszedłszy do sali, poznałem, że to była panna Adelajda.
— A to jak duch jaki, lub upiór trzeba