Strona:E. T. A. Hoffmann - Powieści fantastyczne 01.djvu/67

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


i skruszyła ten straszny przymus, co jak kamień ciążył mi na piersiach. Ów szczególny patos, który zwykle ukazuje się w podobnem do mojego, zakochaniu, zupełnie mnie opuścił, to też, gdy fortepian został jako tako nastrojony, zamiast w fantazyi wyrazić moje uczucia, jak to sobie wprzód ułożyłem, zacząłem grać owe miłe canzonetty, które do nas z południa się dostały. A kiedym śpiewał: Senza di te... Sentimi idol mio... Albo też: Almen se non poss’io i po raz setny: Morrirmi sento... a jeszcze: Adio... i Oh dio... wzrok Serafiny stawał się coraz jaśniejszy. Siadła tuż przy mnie, około fortepianu; oddech jej dotykał mojej twarzy; kiedy oparła rękę na poręczy mego krzesła, biała wstążka, która się odczepiła od balowego stroju spadła na moje ramiona, i poruszana tonami muzyki i westchnieniami Serafiny przelatywała ode mnie do niej, niby wierny poseł miłości! Dziwna rzecz, że nie postradałem zmysłów. Gdy namyślając się nad nową piosenką, dobierałem akordy, powstała panna Adelajda, która sobie w kącie pokoju siedziała, przybiegła do baronowej, uklękła przed nią, a ujmując obie-