Strona:E. T. A. Hoffmann - Powieści fantastyczne 01.djvu/63

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


re ciotki w swych jedwabnych sukniach i uprowadziły baronowę ze sobą. Za niemi poszła i panna Adelajda. Zostałem, jak oczarowany. Nie posiadałem się z radości, że zbliżę się do niej, do mojej ubóstwianej, co zawładła całą moją istotą, złościłem się tylko na barona, który mi się wydał dzikim despotą. Bo czyż nie był taki? czemuż stary, osiwiały sługa, tak niewolniczo musiał się zachowywać?
— Słuchaj-no! Spojrzyj przecie na mnie, — zawołał stryjeczny dziadek, trącając mnie po ramieniu. Poszliśmy na górę do swoich pokojów.
— Nie ciśnij się tak bardzo do baronowej, — rzekł do mnie, gdyśmy byli sami, poco ci? zostaw to młodym fircykom, tak chętnym do nadskakiwania, a na nich nie zbywa!
Opowiedziałem dziadkowi, co zaszło i zapytuję, czy zasługuje na jego wymówki? Nic na to nie odpowiedział, tylko: „hm, hm“, włożył na siebie szlafrok, zapalił fajkę i usadowiwszy się wygodnie w fotelu, najspokojniej mówił o wczorajszych wypadkach na polowaniu, żartując sobie ze mnie, żem tyle razy spudłował.
W zamku nastała cisza: panowie i pa-