Strona:E. T. A. Hoffmann - Powieści fantastyczne 01.djvu/58

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dobanie towarzyszka baronowej, osoba młoda, a prócz tego nie bez dowcipu. Stosownie do przyjętego zwyczaju, gdy wyruszono do stołu, wypadało mi podać jej rękę; niemało się ucieszyłem, gdy zajęła miejsce opodal baronowej, która ją powitała wdzięcznem skłonieniem głowy. Łatwo się można domyśleć, że wszystkie moje słowa skierowane były już nietylko do mojej towarzyszki, ale głównie do baronowej. Być może, iż wewnętrzne usposobienie nadawało wszystkiemu, co mówiłem, szczególniejszą podniosłość, bo moja towarzyszka coraz uważniej mnie słuchała, a w końcu dała się pociągnąć w fantastyczny świat złudzeń, który przed nią roztaczałem. Była ona, jak się powiedziało, nie bez dowcipu, to też nasza rozmowa wkrótce się ożywiła i odłączyła od ogólnej. Goście rozmawiali o tem i o owem, nasza zaś pogadanka żyła na własną rękę i rzucała niekiedy błyskawice tam, gdzie chciałem, aby padały. Zauważyłem, że moja sąsiadka rzuciła na baronową porozumiewawcze spojrzenie, i ta raczyła nam się przysłuchiwać. Szczególniej działo się tak, gdy rozmowa skierowała się na muzykę, gdym mówił z zapałem o tej