Strona:E. T. A. Hoffmann - Powieści fantastyczne 01.djvu/57

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


jutrz, gdyśmy wchodzili do sali sądowej, rzekł:
— Daj Boże każdemu zdrowy rozsądek i staranie, aby go w dobrem trzymał zamknięciu. Bieda to, gdy komu, ni stąd ni zowąd przyjdzie ochota wystrychnąć się na głupca.
Potem zasiadł przy dużym stole, i dodał:
— Pisz kuzynku pięknie i wyraźnie, abym łatwo mógł czytać twoje pismo.
Uszanowanie a nawet cześć głęboka, jaką baron okazywał mojemu stryjecznemu dziadkowi, przebijały się we wszystkiem. Dlatego też musiał przy stole zajmować miejsce, którego mu niejeden zazdrościł — miejsce koło baronowej; mnie zaś los rzucał tu i owdzie, zwykle jednak dwóch oficerów z pobliskiego miasta brało mnie między siebie, aby mi opowiedzieć wszystkie nowinki i ucieszne miejskie wydarzenia, a przytem wesoło wysączyć niejeden kieliszek wina. Tym sposobem przez kilka dni z rzędu siedziałem zdala od baronowej, na drugim końcu stołu, przypadek dopiero zbliżył mnie do niej.
Nim dla zebranego towarzystwa otworzono salę jadalną, rozpoczęła ze mną rozmowę, i, zdaje się, znalazła w niej upo-