Strona:E. T. A. Hoffmann - Powieści fantastyczne 01.djvu/47

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


i ty w fotelu przy kominie, tak mi się jakoś zwidziało, ale co tobie objawiło się w odgłosach, ja to oglądałem okiem wewnętrznem, pojmując to doskonale. Tak, ujrzałem strasznego upiora, jak wszedł i bezsilny przyczołgał się do zamurowanych drzwi, jak w rozpaczy drapał się na mur, tak że krew tryskała mu z palców, jak zstąpił na dół, wyprowadził konia ze stajni i na powrót go odprowadził. Czyś słyszał, jak zapiał kogut w odległej chałupie? Wtedyś mnie obudził, i wkrótce uspokoiłem się po tem dyabelskim dziele niegodziwego człowieka, który zdoła zamącić spokojne życie.
Stary umilkł, nie chciałem stawiać dalszych pytań, pewny będąc, że mi wszystko wyjaśni, jeśli to uzna za właściwe. Jakoż po niejakiej chwili, nadumawszy się długo, mówił dalej:
— Teraz kiedy wiesz, co się tu święci, będziesz-że miał odwagę dotrzymać placu tym strachom, ale razem ze mną?
— Naturalnie — oświadczyłem, — iż jestem gotów.
— W takim razie, — mówił staruszek dalej, — na przyszłą noc będziemy czuwali. Wewnętrzny głos mi mówi, że nie-