Strona:E. T. A. Hoffmann - Powieści fantastyczne 01.djvu/35

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


pane? łóżka przygotowane? palono w piecu ogień wczoraj i dzisiaj?
— Nie — odparł Franciszek bardzo spokojnie. — Nie, panie sędzio, nic z tego nie przygotowano.
— Ależ, na miły Bóg — zawołał stryj — toć pisałem dość w czas; przybywam ściśle w dniu oznaczonym. Co za niedbalsctwo! Izby moje są pewnie zimne jak lodownie.
— Pewno, panie sędzio — odparł Franciszek, obrywając starannie szczypcami ogarek, na knocie świeczki i depcząc go nogami. — Widzi pan, po co to mielibyśmy zapalać ogień? Wiatr i śnieg przenikają do tych izb przez potłuczone szyby i...
— Jakto? — zawołał stryj, przerywając Franciszkowi i odrzuciwszy poły swego płaszcza, skrzyżował ramiona. Jakto? szyby potłuczone, i ty, strażnik domu nie wprawiłeś ich na nowo?
— Nie, panie sędzio, — odrzekł stary sługa z tym samym spokojem. — Nie łatwo wejść do waszego mieszkania z powodu masy kamieni i cegieł, co je zapełnia.
— Do stu dyabłów! Skądże w mojem mieszkaniu kamienie i cegła?