Strona:E. T. A. Hoffmann - Powieści fantastyczne 01.djvu/134

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dzo żywo rozmawiał, a potem odszedł. Daniel zaprowadził napowrót konia do stajni, zamknął ją, jak również bramę zamkową i wrócił się przez podwórze tą samą drogą, co przyszedł. Hubert chciał odjechać a potem rozmyślił się widocznie. Ale i to nie ulegało wątpliwości, że Hubert zostawał w jakichś podejrzanych stosunkach ze starym marszałkiem. V. z niecierpliwością wyglądał poranku, aby zawiadomić barona o nocnem wydarzeniu. W istocie należało się mieć na baczności. Hubert widocznie knuł jakieś zamiary; V. już to wczoraj zauważył w jego pomieszanej twarzy.
Nazajutrz o godzinie, w której baron zwykł wstawać, V. nagle usłyszał bieganie tam i napowrót, łomot zamykanych i otwieranych drzwi, jakieś przerywane rozmowy i krzyki. Wyszedłszy ze swego mieszkania, spotykał wszędzie wybladłych ze strachu służących, którzy, nie zważając na niego, wchodzili i schodzili ze schodów i biegali po wszystkich pokojach. Wreszcie dowiedział się, że baron znikł, że od godziny nigdzie go odszukać nie można.
W przytomności strzelca udał się wczo-