Strona:E. T. A. Hoffmann - Powieści fantastyczne 01.djvu/128

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— A brat rodzony mu odmawia... — chciał dodać V. — ale mu baron przeszkodził, bo puściwszy jego rękę, cofnął się o krok i zawołał głośno z pośpiechem:
— Wstrzymaj się pan! Tak, odmawiam mu, z dochodów majoratu nie chcę i nie mogę ani grosza zmarnować! Ale posłuchaj-no pan, jaką przed kilku godzinami uczyniłem daremnie propozycyę temu szaleńcowi, a potem osądź, czy dopełniłem swego obowiązku. Majątek nasz w Kurlandyi, jak panu wiadomo, jest bardzo znaczny. Otóż chciałem się zrzec przypadającej na mnie połowy, ale nie na korzyść Huberta, tylko jego rodziny. Hubert ożenił się w Kurlandyi z piękną, ubogą panienką. Obdarzyła go dziećmi, i cierpi z niemi niedostatek. Dobra miały być administrowane w ten sposób, iż z dochodów wyznaczone byłyby pieniądze potrzebne na utrzymanie domu, a wierzyciele przez układy byliby zaspokojeni. Ale co go obchodzą kłopoty domowe, co go obchodzi żona i dzieci! Gotówki chce mu się koniecznie, i to niemałej, aby ją mógł co rychlej rostrwonić z niedarowaną lekkomyślnością. Jakiś demon wydał