Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 9.djvu/262

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   252   —

Katarz.  To bez musztardy przynieś wołowinę.
Grumio.  Ni myśleć o tem; przyniosę musztardę,
Lub bez musztardy niema wołowiny.
Katarz.  To przynieś jedno lub drugie, cokolwiek.
Grumio.  A więc musztardę, lecz bez wołowiny.
Katarz.  Idźże do dyabla, zwodny kusicielu! (bije go).
Co chcesz mnie karmić potraw nazwiskami.
Przepadnij, zdrajco, i wszyscy, co z tobą
Śmiecie się moim cierpieniom urągać!
Precz z moich oczu! precz stąd, niewolniku!

(Wchodzą: Petruchio z mięsem na talerzu, i Hortensyo).

Petruchio.  No, co tam, Kasiu, czemu tak posępna?
Hortens.  Jak się masz pani?
Katarz.  Niepodobna gorzej.
Petruchio.  Nabierz więc ducha, spójrz na mnie wesoło!
Patrz tylko, duszko, jak jestem troskliwy,
Patrz, własną ręką przysmak ten warzyłem.

(Stawia półmisek na stole).

Na wdzięczność, Kasiu, sądzę, żem zarobił.
Co? ani słowa? Rzecz ci nie do smaku,
I praca moja na nic się nie zdała.
(Do sługi). Zabierz półmisek.
Katarz.  Nie, zostaw go, proszę.
Petruchio.  Lada usługa dziękami się płaci:
Nim mięsa dotkniesz, podziękuj mi przody.
Katarz.  Dziękuję, panie.
Hortens.  Fe, wstydź się, Petruchio!
Siadajmy, pani, ucztę twą podzielę.
Petruchio  (na str.). Jeśli mnie kochasz, Hortensyo, zjedz wszystko.
(Głośno). Bogdaj ten obiad na dobre ci wyszedł!
Zajadaj smaczno, a potem, serduszko,
Pojedziem huczno do twojego ojca,
I będziem hulać jak za dobrych czasów,
W jedwabnych sukniach i złotych pierścionkach,
Kryzach, falbanach, rękawkach, koronkach;
Wspaniały wachlarz i szarfy jak tęcze,
I bursztynowe na rękach obręcze,
Naszyjnik z pereł, szale i manele,