Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 9.djvu/234

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.
    —   224   —

    Baptysta.  Tak więc, przyjacielu,
    Rąk jej do lutni włożyć nie potrafisz?
    Hortens.  Nie, bo mi lutnię włożyła na głowę;
    Kiedym zobaczył, że źle stawia palce,
    I chciałem uczyć ją aplikatury,
    Ona z dyabelską krzyknęła mi złością:
    „Ha, ha! nazywasz to aplikaturą?
    Zobacz więc, jak ja aplikować będę!“
    To mówiąc, z taką trzasnęła mnie siłą,
    Ze głowa lutnię przebiła jak papier;
    Stałem tak chwilę, cały odurzony,
    Jak pod pręgierzem z lutnią, zamiast kuny,
    A ona wrzeszczy: „Precz mi stąd, rzępoło!
    Jarmarczny grajku!“ I Bóg wie co więcej,
    Jakby czytała w obelg dykcyonarzu.
    Petruchio.  Na honor, to mi rozkoszna dziewczyna;
    Kocham ją za to dziesięć razy więcej.
    Do pogadanki z nią jak mi się tęskni!
    Baptysta.  Chodź tylko ze mną; nie martw się tak bardzo;
    Rozpocznij lekcye z młodszą moją córką;
    Znajdziesz w niej zdolną, wdzięczną uczenicę.
    Signor Petruchio, czyli chcesz pójść ze mną,
    Czy wolisz, żebym Kasię ci tu przysłał?
    Petruchio.  Przyślij ją raczej; wolę tutaj czekać.

    (Wychodzą: Baptysta, Gremio, Tranio i Hortensyo).

    Gdy przyjdzie, żwawo rozpocznę zaloty.
    Gdy się ofuknie, rzeknę bez ogródki,
    Że głos jej słodki jak pieśni słowika;
    Jeśli się zmarszczy, powiem, że jej czoło
    Jasne jak róża ranną myta rosą;
    Jeśli milcząca, nie odpowie słowa,
    Zacznę wychwalać łatwość wysłowienia,
    Nieporównaną siłę jej wymowy;
    Gdy każe zmykać, będę jej dziękował,
    Jakby prosiła, bym z nią tydzień został;
    Gdy da odkosza, poproszę, niech raczy
    Dzień zapowiedzi, dzień ślubu oznaczyć.
    Lecz już nadchodzi. Śmiało więc Petruchio!