Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 9.djvu/230

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   220   —

Który najlepiej do myśli ci przypadł?
Mów tylko szczerze.
Bianka.  O, wierzaj mi, siostro,
Jeszczem na ziemi nie spotkała męża,
Coby mi droższy od innych się zdawał.
Katarz.  Kłamiesz, pieszczotko. Czy to nie Hortensyo?
Bianka.  Przysięgam, siostro, że jeśli go kochasz,
Ja sama pójdę, aby cię z nim swatać.
Katarz.  To pewno pieniądz w większej cenie trzymasz,
Przenosisz Gremia, ażeby cię stroił.
Bianka.  I on zazdrości twojej jest powodem?
O, więc to żarty, dobrze teraz widzę,
Że były żartem wszystkie twoje gniewy.
Więc proszę, Kasiu, o, rozwiąż mi ręce!
Katarz.  Jeśli to żart jest i tamto są żarty (uderza ją).

(Wchodzi Baptysta).

Baptysta.  A to co znowu? Skąd tyle zuchwalstwa?
Oddal się, Bianko. Biedne dziecko! płacze.
Weź się do igły, nie mieszaj się do niej.
Fe, wstydź się, wstydź się, swarliwa dyablico!
Dlaczego krzywdzisz tę, która cię nigdy
Nie pokrzywdziła? Powiedz, czy cię kiedy
Trochę za żywem obraziła słowem?
Katarz.  Krzywdzi mnie milcząc i muszę się pomścić.

(Goni za Bianką).

Baptysta.  Jakto? w mych oczach? Bianko, odejdź, proszę!

(Wychodzi Bianka).

Katarz.  O, dobrze widzę, ścierpieć mnie nie możesz.
To twój gagatek, dla niej szukasz męża,
Ja na jej ślubie muszę boso tańczyć,
Przez miłość dla niej siać mi każesz rutę.
Więc nie mów do mnie; siądę, płakać będę,
Aż mi się zemsty sposobność nadarzy (wychodzi).
Baptysta.  Czy nieszczęśliwszy był ode mnie ojciec?
Lecz ktoś się zbliża.

(Wchodzą: Gremio z Lucencyuszem w skromnym ubiorze; Petruchio z Hortensyem w ubiorze muzykanta; Tranio z Biondellem, który niesie lutnię i pakę książek).