Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 9.djvu/229

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   219   —

Potem, nie wprzódy młodsza będzie wolna,
Tranio.  Gdy tak jest, panie, gdy się podejmujesz
Mnie i rywalom mym otworzyć drogę,
Połamać lody, co nas dziś krępują,
Idź, pojmij starszą, a młodszą oswobódź!
Kto z nas, szczęśliwy, za żonę ją weźmie,
Pewno ci dowód szczodrej da wdzięczności.
Hortens.  Jak twoje myśli, piękne są twe słowa.
Skoro więc w liczbę konkurentów wchodzisz,
Tak jak my, panu temu będziesz wdzięczny
Za wielką wszystkim oddaną usługę.
Tranio.  Nie sądzę, panie, abym był ostatni.
Na dowód, robię przyjacielski wniosek,
Byśmy spędzili razem popołudnie,
Za Bianki zdrowie spełniając kielichy.
Jak adwokaci, kłóćmy się przed sądem,
Lecz jedzmy, pijmy, jak dobrzy koledzy.
Grumio i  Biondello. O, szczytny projekt! idźmy, przyjaciele!
Hortens.  Projekt wyborny! Traktujmy się suto.
Petruchio, jestem twoim benvenuto. (Wychodzą).


AKT DRUGI.
SCENA I.
Padwa. — Pokój w domu Baptysty.
(Katarzyna i Bianka).

Bianka.  Nie krzywdź mnie siostro, nie krzywdź samej siebie,
Chcąc mnie na biedną zmienić niewolnicę.
To mnie oburza. Co do tych świecideł,
Rozwiąż mnie tylko, sama zrzucę wszystkie,
Odrzucę piękne szaty do spódnicy,
I wszystkie twoje wykonam rozkazy;
Takie dla starszych mam poszanowanie.
Katarz.  Powiedz mi zaraz, z wszystkich twoich gachów