Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 9.djvu/212

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   202   —

I nieuczciwą łajałeś szynkarkę,
Chciałeś do wójta prowadzić, że piwo
W niestęplowanej podała ci kwarcie.
O Magdzie Hacket marmotałeś czasem.
Slaj.  Ach, ach, to była służąca w szynkowni!
3 Sługa.  Panie, szynkowni tej nie znasz ni dziewki,
Ani tych ludzi, o których prawiłeś,
Stefan Slaj, albo Jan Trębacz z Podgórza,
Lub Piotr Murawa, lub Henryk Biedrzeniec,
Albo dwadzieścia nazwisk tym podobnych,
Których nie było, których też nikt nie zna.
Slaj.  Dziękuję Bogu, żem przecie wyzdrowiał.
Wszyscy.  Amen.
Slaj.  Dziękuję, — nie stracicie na tem.

(Wchodzi Paź w ubiorze damy, Służba).

Paź.  Jak stoi teraz z mego pana zdrowiem?
Slaj.  Stoi niezgorzej, bo na jadle nie brak.
Gdzie żona moja?
Paź.  Tu, szlachetny panie.
Co żądasz od niej?
Slaj.  Jesteś moją żoną?
Czemuż mnie, proszę, mężem nie nazywasz?
Ja pan dla moich ludzi, lecz dla ciebie,
Dla ciebie jestem mężulkiem, czy słyszysz?
Paź.  Mężem i panem, panem mym i mężem,
A ja we wszystkiem posłuszną ci żoną.
Slaj.  Wiem o tem dobrze. Jak mam ją nazywać?
Pan.  Pani.
Slaj.  Pani Elżbietka, czy pani Joasia?
Pan.  Pani, nic więcej; taki panów zwyczaj.
Slaj.  Pani i żono! słyszałem przed chwilą,
Żem spał piętnaście lat a może więcej.
Paź.  Które od łoża twego oddalonej
Zdały się długie jakby lat trzydzieści.
Slaj.  Niema co mówić, czas trochę za długi.
Wynoś się służbo, zostawcie nas samych.
Rozbierz się, pani, i idźmy do łóżka.
Paź.  Szlachetny panie, błagam cię pokornie,