Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 7.djvu/286

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


skoro mój gospodarz i moja gospodyni kupili cię, nie mogę nic począć bez ich zezwolenia; doniosę im o twoich zamiarach, a nie wątpię, że znajdę ich dość życzliwymi. Zrobię dla ciebie co można; idźmy!

(Wychodzą).

AKT PIĄTY.
(Wchodzi Gower).

Gower  Maryna z grzechów wyciągnięta koła
Do domu ludzi uczciwych się chroni,
Tańcem bogini a śpiewem anioła
Zachwyca wszystkich, jak to czytam o niej.
Mędrcy niemieją; czarami swej rączki
Jedwab’ zamienia na liście i kwiaty,
Z igły się rodzą jagody i pączki,
I śniegi lilii i róży szkarłaty.
Ma tłum uczennic, a płacą jej hojnie;
Rajfurka zyski zabiera Marynie;
Niechże nam teraz żyje tam spokojnie,
A za jej ojcem niech myśl nasza płynie.
Zniknął nam z oczu na morskiej otchłani;
Po burzach, słotach, dobrych wiatrów siła
Do mityleńskiej wpędza go przystani,
Tam nawa jego kotwicę rzuciła,
Gdy miasto święto Neptuna obchodzi.
Widząc sztandary czarne na okręcie,
Lizymach spiesznie do swej siada łodzi,
Spieszy na gości nieznanych przyjęcie.
Niech wyobraźnia wasza znowu raczy
Widzieć tu pokład Peryklesa nawy,
A oko dalszy ciąg sprawy zobaczy;
Żeby więc słuchać, raczcie zasiąść ławy (wychodzi).