Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 7.djvu/142

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


W rzeczach honoru najdrażliwszy umysł!
Parys.  Światby inaczej skarżył lekkomyślność
Tak rady waszej jak moich przedsięwzięć,
Bo Bóg mi świadkiem, że moim skłonnościom
Dodało skrzydeł wasze przyzwolenie,
Odjęło bojaźń w groźnem przedsięwzięciu.
Bo cóż, niestety! dłoń ta jedna może!
W męstwie jednego jakaż jest obrona
Przeciw wściekłości tysiącznych zastępów,
Które w tym sporze do boju stanęły?
Przysięgam jednak, że choćby wypadło
Samemu wszystkie trudności wytrzymać,
Gdyby mej woli moc odpowiedziała,
Parysby czynu swego nie żałował,
I nigdy w jego obronie nie omdlał.
Pryam.  Mówisz Parysie jak niemądry młodzik,
Słodkim rozkoszy swej pijany trunkiem.
Ty miód, gdy inni żółć piją dość długo,
Twoja waleczność nie jest też zasługą.
Parys.  Nie sama rozkosz, którą taka piękność
Przynosi z sobą, na myśli mi teraz;
Rozmyślam teraz, jakby jej porwanie
Honorem pokryć, walcząc w jej obronie.
Jakążby zdradą dla królowej było,
Jaką na czystej chwale waszej plamą,
A hańbą dla mnie wydać ją nikczemnie,
Jakby na rozkaz zuchwałego wroga!
Myśl tak wyrodna mogłażby zawładnąć
W sercach, jak wasze, pełnych szlachetności?
Niema tak nizkiej między nami duszy,
By szabli dobyć nie miała odwagi,
Gdy walczyć trzeba w obronie Heleny,
Jak niema równie duszy tak szlachetnej,
Dla której umrzeć nie byłoby chwałą
W sprawie Heleny. Jeszcze więc powtarzam,
Że śmiało możem w obronie tej walczyć,
Z którą nic ziemia porównać nie zdoła.
Hektor.  Bardzo wymownie prawiliście oba,