Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 7.djvu/138

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„Zwróćcie Helenę, a wszystkie ofiary
Honoru, czasu, pieniędzy, podróży,
Przyjaciół, tylu drogich nam przedmiotów,
Które kormoran wojna chciwie połknął,
Wszystko zapomnim“. Hektorze, co myślisz?
Hektor.  Nikt mniej ode mnie Greków się nie lęka,
Nie znajdziesz jednak, potężny Pryamie,
Damy z wrażliwszem od mojego sercem,
W którąby łatwiej trwoga mogła wsiąkać,
Któraby chętniej ode mnie wyrzekła:
„Kto wie, co wypaść może“. Zbytnia pewność
I w sobie ufność jest zbójcą pokoju,
Kiedy nieufność skromna, zdaniem świata,
Jest mądrych lampą, jest tą ołowianką,
Która największych nieszczęść mierzy głębie.
Puśćmy Helenę. Odkąd po raz pierwszy
W sprawie tej mieczy dobyliśmy z pochew,
Każda dziesiąta dusza z dusz tysiąca,
Którąśmy wojnie w dziesięcinie dali,
Była nam równie jak Helena drogą.
Gdyśmy już tyle stracili dziesiątków,
Aby zatrzymać, co nie było nasze,
Co, gdyby nawet do nas należało,
Jednego naszych dziesiątka nie warto,
Nie wiem, dla jakich ważnych dziś powodów
Nie chcem jej oddać.
Troilus.  Wstydź się, wstydź się, bracie!
Jakto, więc honor i monarszą godność
Tak potężnego, jak ojciec nasz, króla
Chcesz na kupieckiej ważyć teraz szali?
Chcesz liczmanami obrachować sumę,
Z której się składa jego nieskończoność?
Chcesz łokciem trwogi, rozumnych wywodów
Pas niezmierzony dzielnic jego mierzyć?
Wstydź się, przez Boga!
Helenus.  Nie dziwię się wcale,
Że tak zjadliwym zębem kąsasz rozum,
Którego nie masz. Dlategoż nasz rodzic