Strona:Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare T. 12.djvu/308

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


raźnie napiętnowanych zazdrością mistrzów, którzy mieli więcej daleko łaciny i greczyzny niż geniuszu — Inde irae.
Tomasz Nash, satyryk, który w roku 1590 ogłosił swą „Anatomię niedorzeczności“ (Anatomie of absurditie), dotknął w niej już naówczas obiegających po rękach Sonetów Szekspira. Mówi w niej o „nowo zjawionych pieśniach i Sonetach, „które lada czerwononosy rzępoła nosi na sznurku“, a dalej o „ludziach, co z poezyi rzemiosło czynią, którzy z łgarstwa żyją, których cały majątek ruchomy baśnie stanowią. Dla tych, wiadomości są niepotrzebnym ciężarem — odrobinę płynnej wiedzy swojej rozlewają w krople i szynkują nią, nim napełnili statek i dali się jej ustać. Sprawdza się na nich to wyrzeczenie mowcy: ante ad dicendum quum ad cognoscendum veniunt. Nauka dla nich pogardzenia godną, bo nie jest intratną, dosyć im na elementarnych wiadomostkach, które ze szkółki wiejskiej wynieśli“.
Oprócz tego wstępu z satyry Nash’a, wskazuje jeden z nowszych niemieckich badaczów[1], z wielką trafnościa w Spenser’a — Łzach Muz (Tears of the Muses) dotąd źle zrozumianą złośliwą także alluzyę do Szekspira, gdzie mowa: „o grubej nieświadomości, o gminnym dowcipie i barbarzyństwie niedouczonych pismaków“. Szekspir czytał te Łzy Muz i uczuł się snać dotkniętym niemi, bo w Śnie nocy letniej, w ostatnim akcie napomyka żartobliwie „o łzach Muz nad zmarłą uczonością“ — nie przeszkadzało mu to gdzieindziej oddawać sprawiedliwość Spenserowi, którego szacował. Kąsano go tak zewsząd, na co niewiele zważać się zdawał; ogół miał upodobanie w jego pracach, znajdowały uznanie powszechne i przeciwko prądowi tak już występować było trudno, że H. Chettle (Czetl), który był wydawcą owej pośmiertnej broszury Green’a, napastującej Szekspira, a nawet Marlowe, do którego była wystosowaną, wyparli się wszelkiego z nią wspólnictwa przekonań.

Chettle, jako odpowiedzialny wydawca, znalazł się w konieczności tłómaczenia i objaśnienia, zwalając wszystko na zmarłego autora.

  1. R. Genée.