Strona:Dzieła Williama Shakspeare I tłum. Hołowiński.djvu/77

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
67
AKT DRUGI.
HAMLET.

Nie pozwalaj chodzie po słońcu: płodność rzecz błogosławiona; lecz że i twoja córka może podobnego rodzaju błogosławieństwo osiągnąć, — Przyjacielu, miéj na to baczenie.

POLONIUSZ.

Co przez to rozumi xiąże? (na boku) Zawsze mu w głowie moja córka: — jednak nie poznał z początku i nazwał mię rybakiem: całkiem nieprzytomny, całkiem nieprzytomny: o prawdziwie, w młodości mojej przychodziłem z kochania prawie do podobnej ostateczności. Jeszcze do niego przemówię. — Co czyta xiąże?

HAMLET.

Słowa, słowa, słowa!

POLONIUSZ.

Z jakiéjże materyi?

HAMLET.

Jużci z papiéru a nie z atłasu.

POLONIUSZ.

Mówię o treści tej xiążki, co czyta xiąże.

HAMLET.

Potwarze, panie: bo tu utrzymuje ten satyryczny hultaj, ze starzy ludzie mają siwe brody, twarz pomarszczoną, że z oczu płynie im gęsta ambra i żywica, ze u nich brak zupełny rozumu jak siły w nogach. Chociaż, panie, w to wszystko najmocniéj i najdokładniéj wierzę, jednak sądzę nieuczciwością pisać takie rzeczy, bo samże pan może przyjść do mojego wieku, jeśli, jak rak, zdoła się w tył cofnąć.

POLONIUSZ, na stronie.

Choć to szaleństwo, jednak ma związek. — Czy nie zechce xiąże awry przemienić?