Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. VII.djvu/93

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
85
AKT PIĄTY. SCENA PIERWSZA.

Bassanio. Z antypodami byśmy jednocześnie
Mieli dzień, gdybyś ty świeciła wtedy,
Gdy słońce znika.
Porcya. Niechbym nie świeciła,
A w czynach moich nie bała się światła!
Witaj z powrotem, mój małżonku!
Bassanio. Witaj
Najukochańsza! Oto mój przyjaciel:
Ten sam Antonio, któremu tak wiele
Obowiązany jestem.
Porcya. Powinienbyś
Obowiązany mu być nieskończenie;
Bo on za ciebie przyjął, jak słyszałam,
Zobowiązania bardzo wielkie.
Antonio. Które
Spełna zostały mu skompenzowane.
Porcya. Panie Antonio, jesteś w naszym domu,
Zaprawdę, nader pożądanym gościem;
Czyny pokażą to lepiej niż słowa:
Dlatego skracam tę ustną serdeczność.
Gracyano (do Neryssy). Przysięgam na ten księżyc, żem niewinny,
Jak żyw tu stoję; dałem go, kochanko,
Dependentowi tego adwokata.
Niechby ten młokos eunuchem został,
Gdy tak się zżymasz o to, że go dostał.
Porcya. Jakto? Już kłótnia? O cóżto rzecz idzie?
Gracyano. O złote kółko, o bzdurny pierścionek,
Który mi dała; na którym był napis
Tak dobry dla mnie, jak kogoś drugiego,
Madrygał: „Kochaj mnie i nie opuszczaj!“
Neryssa. Nie idzie tu o napis, ni o wartość:
Przysiągłeś waćpan, gdym ci go dawała,
Że go do śmierci nosić nie przestaniesz,
Że go ze sobą zabierzesz do grobu;
Jeśli nie przez wzgląd na mnie, to przynajmniej
Przez wzgląd na swoje ogniste przysięgi,
Trzeba ci było lepiej go szanować.
Dependentowi! Wiem aż nadto dobrze,