Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. VII.djvu/92

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
84
KUPIEC WENECKI.

Neryssa. To nasza, pani, domowa kapela.
Porcya. Nic nie jest pięknem bezwzględnie, jak widzę
Milej mi ona brzmi teraz niż za dnia.
Neryssa. Cisza to, pani, dodaje jej wdzięku.
Porcya. Wrona tak dobrze śpiewa jak skowronek,
Kiedy się na nich nie zważa; i sądzę,
Że gdyby słowik w dzień śpiewał, gdy wszystkie
Gęsi gęgają, nie większą od szpaka
Pewnieby wtedy miał sławę śpiewaka.
Ilużto rzeczom czas tylko stosowny
Nadaje wziętość i przymiot szacowny!
Ale pst! Luna śni przy Endymionie,
I nie radaby zostać przebudzoną.

(Muzyka milknie).

Lorenco. Jeśli mię wszystko na świecie nie zwodzi,
Głos to signory Porcyi.
Porcya. Ten poczciwiec
Zna mię po głosie, jak ślepy kukawkę.
Lorenco. Witaj-że, witaj nam, łaskawa pani!
Porcya. Namodliłyśmy się za naszych mężów,
Mości Lorenco, i mamy nadzieję,
Że nasze modły były skutecznemi.
Czy już wrócili?
Lorenco. Dotychczas nie jeszcze,
Ale posłaniec przybył z oznajmieniem,
Że wkrótce będą.
Porcya. Nerysso, idź moim
Ludziom zalecić, aby nie dawali
Po niczem zgoła poznać, żeśmy z domu
Się oddalały. — Lorenco, Jessyko,
Proszę was także zachować milczenie.

(Słychać trąbkę).

Lorenco. Mąż pani jedzie, słyszę odgłos trąbki.
Umiemy trzymać język za zębami:
Nie bój się, pani.
Porcya. Noc ta zdaje mi się
Dniem, tylko bladym i zamglonym: jestto
Jakby dzień, w którym słońce jest zakryte.

(Bassanio, Antonio i Gracyano wchodzą ze swymi orszakami).