Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. IX.djvu/51

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
45
AKT TRZECI. SCENA PIERWSZA.

Szukając śmierci, odnajduję życie;
Niech więc śmierć przyjdzie.

(Wchodzi Izabella).

Izabella. Hej-że hej!... Otwórzcie.
Pokój i łaska niechaj będzie z wami.
Profos. A któż tam? Wejdźcie! Dobrego przyjęcia
Godne życzenie!
Książę. Odwiedzę w as znowu,
Drogi mój panie.
Klaudyo. Świętobliwy panie,
Dzięki wam za to.
Izabella. Jedno lub dwa słowa,
Z Klaudyem — to mój interes.
Profos. Witajcie.
Spojrzyjcie, panie, przyszła wasza siostra.
Książę. Na słówko z wami, dozorco.
Dozorca. Na tyle,
Ile zechcecie.
Książę. Skryjcie mnie gdziekolwiek,
Abym mógł słyszeć ich rozmowę.

(Wychodzą Książę i Profos).

Klaudyo. Z jaką
Przychodzisz do mnie pociechą, ma siostro?
Izabella. Z taką, jak każda pociecha, z przedobrą!
Angelo, mając swoje sprawy w niebie,
Chce cię tam wysłać, jako swego posła,
Będziesz tam jego zastępcą na wieki:
Więc jak najspieszniej gotuj się do drogi,
Jutro wyruszasz.
Klaudyo. Więc już nie ma środka?
Izabella. Jest jeden środek, co, by zbawić głowę,
Rozcina serce na dwoje.
Klaudyo. A zatem
Jest jakiś środek.
Izabella. Możesz żyć, mój bracie;
Jest-ci dyabelska litość w twoim sędzim,
Pożebraj o nią, a ocalisz życie,
Lecz więzy dźwigać będziesz aż do śmierci.
Klaudyo. Wieczne więzienie?