Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. IX.djvu/303

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
297
AKT PIĄTY. SCENA CZWARTA.

Imogena, jego cnót czcicielka
I jego serca pani.
Matka. Dlaczegóż przez ten związek popadł
W banicyę, poniżenie —
Pozbawion włości Leonata,
Miejsca przy Imogenie,
Swej żonie słodkiej?
Sycyliusz. Dlaczegóż panie, przez Jachima,
Mistrza we frantów szkole,
Taki nań zamęt zsyła zazdrość
I takie serca bole,
Iż nie wie nawet nieszczęśliwy,
Jak dał się wywieść w pole?
Drugi brat. Z sfer świętej ciszy zstępujemy,
Drużyna rozżalona;
Rodzice, my dwaj, którym w boju
Wróg mieczem przeszył łona.
Odparcie krzywdy naszym celem,
Rycerskiej czci obrona!
Pierwszy brat. Jakże odważnie brat nasz stanął
W obronie Cymbelina.
Czy-ż się nagrody, władzco bogów,
Czyn ten nie dopomina?
Gdy mu zapłatą ból, jak wówczas
Płaconą będzie wina?
Sycyliusz. Twe kryształowe otwórz okno
I zeszlij nam nadzieję,
Że ród tak stary, tak szlachetny
Przez gniew twój nie zm arnieje!
Matka. Naszego syna wwiedź, Jowiszu,
Na szczęsne znów koleje!
Sycyliusz. Spojrzyj z twych gmachów marmurowych
Na dolę tę sierocą,
Bo rady bogów przywołamy,
By przyszła nam z pomocą.
Matka. Bo zaskarżymy nawet ciebie,
Gdy losy go zdruzgocą.

(Wśród gromów i błyskawic zstępuje Jowisz, siedząc na orle. Pada piorun. Duchy rzucają się na kolana).