Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. IX.djvu/290

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
284
CYMBELIN.
(Wchodzą: Lucyusz, kapitan, kilku oficerów i wróżbita).

Kapitan. Galijskie legie przebyły już morze,
Jak im kazano i w porcie Milfordu
Czekają na was razem z okrętami
Całkiem gotowe.
Lucyusz. Jakie wieści z Rzymu?
Kapitan. Szlachtę i ludność graniczną powołał
Senat. Gorącym ożywieni duchem
Z pewnością dzielnie się spiszą. Są w drodze
Pod rozkazami mężnego Jachima,
Brata Sienny.
Lucyusz. Kiedyż wylądują?
Kapitan. Przy pierwszym wietrze pomyślnym.
Lucyusz. Ten pospiech
Piękne rokuje nadzieje. Zlustrować
Należy wojska, które już przybyły.
Każdy przywódzca niech pamięta o tem.
Teraz mi powiedz, ty, panie, co tobie
O naszej wojnie śniło się w tycii czasach.
Wróżbita. Ubiegłej nocy dały mi znak bóstwa;
Pościłem, modląc się o objawienie.
Ptak Jowiszowy, orzeł Rzymu, wzbił się
Z orjentu ziem wilgotnych tu, na zachód,
I znikł w słonecznem świetle; to oznacza,
Jeśli stan grzeszny nie mąci mi wzroku,
Zwycięstwo Rzymu.
Lucyusz. Śnij, tak panie, zawsze —
Byle sprawdzały się sny. Ale stójcie!
Czyż to pień został pozbawiony wierzchu?
Szczątki to jakiejś szlachetnej budowy.
Patrzcie: paź — martwy, czy we śnie. Zmarł pewnie.
Wzdryga się życie szukać łoża sobie
Przy nieboszczykach, albo spać na grobie.
Chciałbym zobaczyć twarz chłopca.
Kapitan. On żyje!
Lucyusz. Wyjaśni więc nam rzecz całą. Młodzieńcze,
Opowiedz swe przygody; bo, przypuszczam,
Godne poznania; kogoż to obrałeś
Jakby za krwawą poduszkę? Kto, powiedz,
Śmiał zburzyć dzieło szlachetnej natury?