Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. IX.djvu/246

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
240
CYMBELIN.

Sługą sług, potyradłem — kreaturą
Nawet tych nazw niegodną...
Imogena. Oh, nędzniku!
Gdybyś był synem Zeusa, lecz wraz niczem
Nad to, czem jesteś — nie byłbyś zaprawdę,
Godnym, pachołka jego nosić szaty.
I należałoby zazdrościć tobie,
Zasługi was obydwóch zestawiwszy,
Gdybyś był kata podręcznym u niego,
Znienawidzonym za ten honor.
Kloten. Pomsta
Niechaj go bierze!
Imogena. Największą dlań hańbą,
Być wymienionym przez ciebie; najmniejsza
Cząstka odzieży, jaką miał na sobie,
Więcej mi warta od twej całej głowy,
Choćby włos każdy był człekiem twej miary.
Pisanio!

(Wchodzi Pisanio).

Kloten. Cząstka odzieży! Do dyabłów!...
Imogena. Pobiegnij prędko po moją Dorotę.
Kloten. Odzieży?
Imogena. Waryat ściga mnie, jak zmora,
Większy gniew budząc, niż trwogę. Dziewczyna
Niechaj klejnotu szuka, co z ramienia
Spadł mi niespostrzeżenie; to dar męża.
Za wszystkie skarby najmożniejszych królów
Ja nie oddałabym tego klejnotu.
Jeszcze dziś rano, tak mi się wydaje,
Miałam go, w każdym zaś razie wieczorem.
Wiem, gdyż tuliłam do ust mych obrączkę.
Miałażby uciec, aby zdradzić pana,
Iż całowałam coś, co nim nie było?
Pisanio. Znajdzie się pewnie.
Imogena. I ja mam nadzieję.

(Pisanio odchodzi).

Kloten. Taka obraza... Co? Jego odzieży?
Imogena. Rzekłam, nie przeczę.
Chcesz mnie zaskarżyć, to przywołaj świadków!