Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. IX.djvu/231

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
225
AKT PIERWSZY. SCENA SIÓDMA.

Pisanio. O, tak! Nie zapomnę!
Nim pana zdradzę, raczej wprzód na ścięcie,
Oddam mą głowę... To przyrzekani święcie!

(Wychodzi).
SCENA SIÓDMA.
Inny pokój w pałacu.
Wchodzi IMOGENA.

Imogena. Ojciec surowy, fałszywa macocha,
Głupi zalotnik zamężnej kobiety,
Banita mąż jej — o, ten mąż, ten drogi,
Mąk mych korona, bo-ć dla niego wszystko
Cierpię! Dlaczegóż mnie nie ukradziono
Tak, jak mych braci? Czyz to nie szczyt nędzy
Żałość na tronie? O, błogosławieni
Maluczcy, którym jest okrasą życia
Spełnienie godnych życzeń. — Któż tam znowu?

(Wchodzi Pisanio i Jachimo).

Pisanio. Księżno, ten rączy kawaler przybywa
Z Rzymu z listami pana.
Jachimo. Nie drżyj, pani!
Zacny Leonat zdrów i żyw, pozdrawia
Waszą wysokość.

(Wręcza Imogenie list).

Imogena. Dziękuję wam, panie,
Mój miły gościu.
Jachimo. Jakież bogactwo ozdabia ją z zewnątrz!
Jeśli i dusza jej równie wspaniała,
Wówczas unikat widzę w niej. Feniksa,
I wiem, że przegram. Wspieraj mnie, odwago,
A ty, zuchwalstwo, uzbrój mnie! Inaczej
Przyjdzie mi walczyć na sposób partyjski:
W ucieczce — ba, bez walki uciec!

Imogena (czyta:) „Jestto szlachcic znakomitej familii, którego przyjaźń niezmiernie mnie zobowiązuje. Ceń go w równej mierze, jak ci drogą twoja wierność.

Leonatus.“