Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. IX.djvu/230

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
224
CYMBELIN.

Zmieniając miejsce, zmieni jedną biedę
Na drugą; każdy dzień burzy mu tylko,
Co stworzył w dniu poprzednim. Jakaż
Korzyść z człowiekiem wiązać się, co runął,
I już nie wstanie; bo nawet przyjaciół
Nie ma, gotowych poprzeć go!

(Opuszcza puszkę, którą Pisanio podejmuje).

Podjąłeś,
Nie wiedząc, co to; przyjmże za twe trudy.
Własny to wyrób rąk mych; pięciokrotnie
Króla ocalił od śmierci i nie znam
Nic, coby bardziej wzmacniało. Zachowaj
Dar, jako zakład znaczniejszej nagrody,
Którą gotuję tobie. Twojej pani
Powiedz, od siebie, jak się rzeczy mają.
A pomyśl, jak się zmienią twoje losy;
Przychylność księżnej zachowasz, a zyskasz
Przychylność mego syna — nie zapomni
On tej przysługi. Króla ja już skłonię,
By wszystko, czego zapragniesz, uczynił,
Najbardziej jednak mnie tem do wdzięczności
Zobowiązałbyś. Przyszlij mi fraucymer
I rozważ dobrze, coś słyszał.

(Pisanio odchodzi).

Lis szczwany
I nieugięty, swego pana rzecznik,
Jej zasię mentor, baczący wciąż na to,
By zachowała serce małżonkowi.
Jeśli spożyje tylko, co mu dałam,
Nie będzie miała Imogen nikogo,
Ktoby się podjął poselstwa miłości,
A jeśli ona przecie nie ulegnie,
Skosztuje w końcu także tych przysmaków.

(Pisanio wraca z damami dworu).

Tak, doskonale! Te fiołki, dzwonki,
Pierwiosnki, wnieście do mojej sypialni.
Bądź zdrów, Pisanio! A nie zapominaj
O moich słowach.

(Królowa i damy dworu wychodzą).