Strona:Dzieła Wiliama Szekspira T. IX.djvu/219

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
213
AKT PIERWSZY. SCENA DRUGA.

Królowa. Co? Lecz nie przyszło przecie do nieszczęścia?
Pisanio. Nie brakowało wiele, ale pan mój
Nie bił się z przeciwnikiem, igrał jeno,
Wolny od gniewu, aż ich rozdzieliło
Kilku pobliskich panów...
Królowa. To mnie cieszy!
Imogena. Tak! Syn wasz, ojca mojego przyjaciel,
Ujął się za nim! Co za bohaterstwo,
Napaść banitę! Gdyby tak w Afryce
Spotkać się mogli i gdybym ja przy nich
Stać mogła z igłą w ręku, aby przekłuć
Nędznika, który cofnie się... — Pisanio!
Czemu swojego opuściłeś pana?
Pisanio. Bo mi pójść kazał, surowo wzbraniając,
Bym towarzyszył mu chociaż do fortu.
Tutaj zaś podał mi przepisy służby,
Jaką mam pełnić przy waszej miłości,
Jeśli zażądasz.
Królowa. Wiernym był ci zawsze
Pisanio sługą. Ze będzie nim nadal,
Masz na to słowo me.
Pisanio. Wasza wysokość
Raczy podziękowanie przyjąć.
Królowa (do Imogeny). Przejdź się ze mną!
Imogena (do Pisania). Zgłosisz się waszmość do mnie w pół godziny.
Pragnę, byś jeszcze na pokładzie statku
Pomówił z moim panem. — Teraz odejdź.

(Wszyscy wychodzą).
SCENA TRZECIA.
Plac publiczny.
KLOTEN, DWAJ LORDOWIE.

Pierwszy lord. Mości książę, należałoby zmienić koszulę. Z powodu bowiem gwałtownej walki, ziejesz wasza książęca mość parą, jak ofiara. Skąd powietrze wychodzi, tam ono i wchodzi, a zaprawdę